poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział 4

Otworzyłem powoli oczy, koło mnie nie było Tai. Uspokoiłem się jednak widząc, że siedzi na łóżku widocznie nad czymś rozmyślając. Usiadłem i zbliżyłem się do niej.
- Nad czym tak myślisz? - spytałem, ta lekko podskoczyła.
- Zastanawiam się, czego mogą od nas chcieć, dlaczego akurat my...
- Chciałbym ci odpowiedzieć, ale naprawdę nie wiem. - westchnąłem.
Po kolei każde z nas się przebrało, następnie przyniosłem nam coś do jedzenia. Jak się okazało, znaleźli już zajęcia dla naszych 'gości' kobiety będą szyły, prały, sprzątały i pracowały w kuchni a mężczyźni na roli, niektórzy będą szkoleni na nową straż. Szliśmy powoli korytarzem spotkaliśmy tam Ascelma.
- Świetnie ją ukrywasz, brawo, brawo... ale całe życie tego nie będziesz robić. Nabyliśmy parę pięknych, młodych dziewczyn, między innymi twoją sunie. No i dla nich mam specjalne zadanie, będą do usług naszych ważniejszych mężczyzn, wiecie... seks, zabawy erotyczne i te sprawy...
- Słucham? - podniosłem lekko głos. - Chcesz z niej zrobić prostytutkę? - spytałem z wyrzutem.
- Oj Maks, ile ty masz lat? One się do niczego więcej nie nadają, a ciała mają niezłe. - zaśmiał się.
Nie wytrzymałem, pchnąłem go, po chwili okazało się to dużym błędem. Przycisnął mnie do ściany i przyłożył miecz do gardła. Spojrzał na mnie groźnie, a gdy mnie puścił dostałem w nos. Zjechałem powoli po ścianie w dół, trzymając się za miejsce z którego leciała krew.
- Maks... - powiedziała przestraszona kucając koło mnie. - Nic ci nie jest?
- Nie... przeżyję. - powoli wstaliśmy.
Wróciliśmy do mnie, Tai powoli i delikatnie przykładała wacik z wodą aby obmyć mi nos z krwi.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- A chcesz to robić? Przecież jest chory...
- Nie chcę, ale co mam zrobić? - spuściła wzrok. - I tak już mi za bardzo pomogłeś, nie będę miała jak ci się odwdzięczyć...
- Przestań... - złapałem delikatnie jej nadgarstek. - Nie chcę żebyś się za nic odwdzięczała, okey? - spojrzałem na nią poważnie.
Nie odpowiedziała, ponownie spuściła wzrok. [...] Po kilku minutach Tai wyszła z łazienki w bardzo ale to bardzo niestosownym stroju. Wszystko jej było widać... powoli podeszła do drzwi, szybko wstałem i nim zdążyła wyjść zamknąłem je stając przed nią.
- Błagam cię... nie idź tam.
- Wiesz że jak tam nie pójdę, Ascelm będzie zły... nawet nie chcę myśleć co by wtedy zrobił. - spuściła wzrok.
- Tai, proszę cię. Nie dam mu ci nic zrobić. - złapałem ją za dłonie i przyłożyłem do swojego serca.
Podniosła lekko wzrok patrząc mi w oczy.
- Czemu? Naprawdę nie rozumiem. Dlaczego się tak na mnie uparłeś, nie mówię że to złe, ale dlaczego akurat ja? Bo wtedy dostałam? Dlatego nie chcesz żebym tam szła? Bo...
Przerwałem jej kładąc dłonie na jej policzkach i składając na jej ustach pocałunek. Dopiero po chwili się od siebie odsunęliśmy. Spojrzałem w jej oczy, dostrzegłem niewielkie iskierki.
- Nie chcę żebyś tam szła, bo nie chcę żeby osoba którą kocham dawała się tak poniżać.... - szepnąłem.
- Ja ciebie też kocham.... - powiedziała a jej głos zaczął drżeć. - W co ty się wpakowałeś, w co ja cię wpakowałam... - oparła głowę o mój tors.
- Przestań, kocha się bez względu na wszystko. Co by się nie działo, zawsze będę przy tobie. - po chwili ponownie się pocałowaliśmy, tym razem oddała pocałunek tym samym go przedłużając.
Powoli wziąłem ją na ręce i usiadłem na łóżku.
- W życiu bym ci nie pozwolił tam iść, żeby jakieś oblechy cię macali? Po moim trupie.
- Kochany jesteś. - przeczesała dłonią moje włosy. - Ale... co my dalej zrobimy?
Wzruszyłem lekko ramionami, spuściłem wzrok.
- Nie martw się... - przyłożyła swoją głowę do mojej obejmując moją szyję.
Po pewnym czasie poszła się przebrać, gdy przyszła miałem już pewien pomysł.
- Teraz się prześpimy, z samego rana pojedziemy do mojego dobrego przyjaciela, na pewno nam pomoże. Ma duży zamek... jest mi winien 'przysługę', kiedyś pomogłem mu w podobnej sytuacji.
- Dobrze... chyba nie pozostaje nam nic innego. - uniosła delikatnie lewy kącik ust co odwzajemniłem, pocałowałem ją krótko.
Położyliśmy się spać, musieliśmy być jutro wypoczęci skoro mamy jechać tak daleko.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz