niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 3

Zaczęło się ściemniać, prawie cały dzień przesiedziałem z Tai. Później musiałem oporządzić Doriana, znaczy nie musiałem ale prawie nikomu innemu nie daje się dotknąć. Zaczęli większość odwiązywać, nagle usłyszałem krzyki. Od razu szybkim krokiem ruszyłem w tamtą stronę. Arko i Aleksy powalili ją na ziemię, jeden zaczął ją rozbierać a drugi okładał po czym i czym się dało. Pierw z całej siły odepchnąłem Arko a później ściągnąłem z niej Aleksy'ego.
- Jeszcze raz jej dotknij... - warknąłem.
- Wrócę. - powiedział drugi.
Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, odeszli. Podszedłem do dziewczyny, płakała. Zaczęła się podnosić, mimo że prosiłem żeby tego nie robiła. Resztkami sił oparła się o mnie i lekko zacisnęła dłoń na mojej. Przytuliłem ją, zaczęła płakać.
- Boli mocno? - spytałem z troską. Skinęła jedynie głową. - Spokojnie... będzie dobrze. - szepnąłem przytulając ją.
- Maks nie jedzie, Maks teraz nie wiem po co zajmuje się tą dziwką, suką. - usłyszałem nagle, zmarszczyłem brwi.
Był to oczywiście kto inny jak nie Ron, Anselm skinął zgodnie głową. Wszyscy wsiedli na konie i odjechali, zamek był więc praktycznie pusty.
- Chodź, musimy iść do lekarki. - stwierdziłem.
Powoli wziąłem ją na ręce i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę gabinetu pielęgniarki. Kazała mi położył ją na specjalne łóżko, bat czy coś. Tak też zrobiłem. Pielęgniarka poszła po coś do innego pokoju, a ja kucnąłem przy Lily i uspokajająco głaskałem ją po włosach. [...] Powoli wyszliśmy, na szczęście nic się nie stało ale ma uważać żeby ponownie nikt jej nie uderzył bo może być słabo. [...] Zrobiło się już późno, poszliśmy do mojego pokoju. Lily nieśmiało usiadła na krawędzi łóżka kierując swój bezradny wzrok na mnie, widziałem jak do jej oczu napływają łzy. Kucnąłem przy niej, kładąc dłonie na jej talii.
- Co się dzieje? - spytałem cicho.
- Boję się... - szepnęła łamiącym się głosem.
- Czego?
- Wszystkiego... wszyscy traktują mnie tu jak śmiecia... nie tylko mnie, boję się co mogą jeszcze zrobić...
- Hej, nie wszyscy, ja cię nie traktuję jak śmiecia... nie martw się, nie pozwolę im cię już skrzywdzić. - szepnąłem.
Po jej policzku spłynęła łza którą otarłem, zamknęła oczy i przytuliła się do mnie, odwzajemniłem uścisk. Siedzieliśmy tak długo, może nawet i bardzo. [...] Po chwili wróciłem do pokoju z kilkoma ubraniami dla dziewczyny, w tym z piżamą.
- Skąd to wziąłeś? - spytała.
- Jest taka dziewczyna, co szyje sobie takie ubrania. Ma tego masę więc nie było problemu. - uśmiechnąłem się lekko co odwzajemniła.
Lily poszła do łazienki, była ona przydzielona mi (Każdy do swojego pokoju miał łazienkę) więc nie musiałem się o nic obawiać. Ja w tym czasie poprawiłem łóżko, przyniosłem nam po butelce z wodą i kanapki, w końcu nic dziś nie jedliśmy... akurat gdy wszedłem do pokoju, dziewczyna wychodziła z łazienki.
- Mam nadzieję że jesteś głodna. - uśmiechnąłem się kładąc talerzyk z kanapkami na łóżku.
Usiedliśmy naprzeciw siebie i zaczęliśmy jeść.
- Jak tam brzuch? - spytałem.
- W porządku, dzięki. - uśmiechnęła się lekko.
Poszedłem odnieść talerzyk do kuchni po czym wróciłem do dziewczyny.
- Więc tak... prześpię się na podłodze, a ty na łóżku. - zaproponowałem.
- Nie, Maks... nie pozwolę żebyś spał na podłodze.
- Ja tobie też nie. - oparłem się o ścianę.
- Łóżko jest duże... więc możemy razem... - zaproponowała nieśmiało.
Skinąłem lekko głową po czym położyłem się obok niej wcześniej gasząc światło.
- Maks... - zaczęła nagle.
- Tak? - otworzyłem oczy.
- Nie będziesz miał przeze mnie problemów? - westchnęła cicho.
Zbliżyłem się lekko do niej i przytuliłem, wtuliła się we mnie.
- Nie martw się o mnie, nic mi nie będzie. - stwierdziłem całując ją w policzek.
Po kilku chwilach zasnęliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz